"anioł zaklęty w skorupie kamienia"

odkrywanie siebie po kawałku…

O samotności. Refleksji kilka na sztukę „Lekcje miłości”.

8 marca miałam przyjemność zobaczyć premierę sztuki Iriny Waśkowskiej, młodej dramatopisarki kończącej właśnie pobieranie nauk od Nikołaja Kolady – tak ciepło witanego, zresztą, przez polskie teatry. Czego się bałam? Że Irina podąży za swoim mentorem w opisywaniu absurdów codzienności jego niekonwencjonalnymi sposobami… i spotkało mnie miłe zaskoczenie. Irina Waśkowska jest Iriną Waśkowską, a nie powielaczką „koladowskej maniery”. Na marginesie dodam, że jest normalną kobietą, przyjemnie normalną z ludzkimi problemami i radościami – jak każdy z nas. Jest bardzo miłą, sympatyczną osobą.
Ale ale… może więcej o samej sztuce wystawionej na deskach teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi. Jak poradził sobie reżyser i aktorzy? Czy scenografia była wyjątkowa? Po kolei. Na warsztat sztukę Waśkowskiej, a w zasadzie nie jeden a dwa teksty, wziął Rafał Sabara. W sztuce zagrały: Barbara Marszałek jako Matka Łarsiy, Matylda Pszczenko jako Łarisa oraz w drugiej części Nikołajewa, Milena Lisiecka jako Koczkina/Matka Maszy, Agnieszka Skrzypczak – Masza i Marek Kałużyński jako Misza mąż Maszy. Scenografia stworzona z płyt styropianu pozwoliła znaleźć się w dwóch domach dopasowanych do każdej historii choć rewelacyjną bym ją nie nazwała – była, rzecz jasna, pomysłowa.
Słów kilka o aktorach i postaciach. Barbara Marszałek grająca matkę Łarisy w pierwszej części sztuki, dla mnie to niezaprzeczalnie najlepsza kreacja. Każde słowo, gest, ruch – odebrałam w stu procentach. Sama postać to kobieta samotnie wychowująca dorosłą już, ale najwyraźniej niezbyt samodzielną i rozumną córkę. To matka, która ma się wrażenie –poświęciła córce swoje życie, i martwi się o jej przyszłość po swojej śmierci. Z tego też wynika jej fobia zbieractwa. Przechowuje w pudłach nie tylko serwis czy sztućce, ale i leki oraz mydło by Łarisie starczyły choćby na kilka lat życia bez matki. Myślę, że jest to najciekawsza postać z całej sztuki. Irinie Wąśkowskiej udało się pokazać postać, którą przeciętny widz odbiera jako wariatkę. Ale czy matka Łarisy jest wariatką? Moim zdaniem jest przede wszystkim Matką. Taką, która nawet po salwie obraźliwych zwrotów przytuli swoje dziecko i pomyśli „co z nim/nią dalej?”. Dzięki tej postaci możemy dostrzec czym jest miłość bezwarunkowa. Co najlepsze w całych perypetiach jest ledwo dostrzegalna, bo głównym problem sztuki jest manifestowane przez Łarisę poszukiwanie miłości – mężczyzny. Czy i w życiu zwykłych zjadaczy chleba tak się nie dzieje… miłość, która jest z nami, pod nosem można by rzec, a ciągle szukamy jej jak ślepi w mroku. Nie zauważymy nawet jak zaświeci słońce.

Łarisa grana przez Matyldę Paszczenko również jest ciekawą postacią. To w kolejności druga dobrze odegrana postać sztuki Waśkowskiej. Łarisa pragnie mężczyzny, marzy o pocałunkach, kwiatach, czekoladkach, ale przede wszystkim marzy o miłości. Ubiera się wyzywająco, maluje usta krwistoczerwoną szminką, zakłada buty na obcasie i wyrusza na poszukiwania. Zazwyczaj kończą się one pod sklepem, jakżeby inaczej – monopolowym (bo i sama Łarisa z samotności popija…). Mężczyzna jej marzeń przeradza się w przypadkowo spotkanego podpitego drania. Wielokrotnie trafia na pijaków i oszustów, ale nie przestaje wierzyć w to, że kiedyś znajdzie tego wybranego. Nie może znieść złośliwości matki, która przecież doskonale wie, że kolejny Witia, Stiepa czy inny nie zadzwoni do drzwi i nie wkroczy z bukietem kwiatów… Zdaje się, że Łarisa przez to nienawidzi matki oraz nie może znieść jej obsesji. Lecz przecież widać od razu, że jej potrzebuje. Czy to konflikt pokoleń, ale jednoczesna potrzeba posiadania oparcia w doświadczonej przez życie matce? A może to strach przed staniem się taką jak matka?
Drugą historią jest trójkąt (a nawet czworokąt) miłosno-rodzinny Koczkinych. Żona, która wdaje się „urwała się ze smyczy” nie tyle małżeńskiej co matczynej, czekający na żonę mąż spotykający się na boku z kochanką zaakceptowaną przez teściową itd. … (I tu niestety mój chwilowy zachwyt przerodził się w oczekiwanie na koniec spektaklu…)
Milena Lisiecka, która mnie porwała, zachwyciła i urzekła w „Agafii” tutaj wydała mi się płytka i sztuczna. Nie mogłam odkryć w tej postaci prawdy. A przecież to też, wydawać by się mogło, dość interesująca persona – też matki jak w pierwszej części. Matki, która czeka na córkę co do której miała ogromne nadzieje i ambicja, a tym czasem sprzedaje swoje „cacka” by wspomóc „idącą w tango” córkę. Na dodatek nad jej głową wisi choroba. I choć Masza –córka, kpi z matki, że już o tylu wydumanych chorobach słyszała, zdaje się, że wyznanie Koczkiny nie jest rzucone na wiatr… Koczkina rysuje się w tej historii jakby była i pozostała tyranem w swoim domu. Jej zięć – Misza, również chorowity (a może raczej hipochondryk), gra jak mu teściowa zagra. Ale pomimo tej twardej matczynej ręki widać przecież, że ona kocha swą córkę, choć bardziej szanuje kochankę zięcia…

Wspomniałam Miszę granego przez Marka Kałużyńskiego. I nie powiem, że postać była zagrana źle, bo nie było by to prawdą. Na początku Misza zupełnie się nie odzywa, zresztą kobiety i tak nie dają mu dojść do słowa. I dokładnie w tym było widać kunszt aktorski Kałużyńskiego. Wyłącznie nikłymi gestami i mimikom twarzy trafiał w samo sedno… lecz kiedy pojawiły się dialogi – i mam tu na myśli przede wszystkim ostatni epizod w sypialni z Maszą swoją żoną – stało się to jego granie jakieś takie… nudne. Nie porwało mnie – może to wina nie trafiającej do mnie historii, sama nie wiem. Misza dorosły mężczyzna, czterdziestolatek, rozdarty między trzema kobietami. Nie śmie sprzeciwić się teściowej, Maszę – żonę kocha, ale zdaje się bez namiętności, wpatrzony jest natomiast w swoją współpracownicę Annę. Wniosek jaki mi się podczas oglądania pojawił przed oczami to to, że przecież nie brak w naszym życiu takich stłamszonych mężczyzn, którzy nie bardzo wiedzą czego chcą. Choć przecież nie są pozbawieni uczuć i mają prawo do szczęścia. Nie potrafią natomiast zdziałać za wiele by się do niego zbliżyć.

Anna Nikołajewa grana przez Matyldę Paszczenko nie wybija się na pierwszy plan choć dla mnie stała się postacią najbardziej „dźwięczną” w tej całej rodzinnej historyjce. Dlaczego tak się stało? Przede wszystkim słowa wypowiedziane do Maszy by ta zgodziła się oddać jej swojego męża, bo sama przecież nie ma z niego wiele pożytku, a ona mogła by się nim nie tylko nacieszyć i pokochać ale i zaopiekować. Ta potrzeba miłości za wszelką cenę gdzieś połączyła mi dwie postaci grane w tej sztuce przez Paszczenko. Do tego świadomość, że jest między nami tak dużo kobiet, które zrobią tak dużo dla miłości… oraz tak dużo kobiet, które nie radzą sobie ze swoją samotnością bądź trafiają na nieodpowiednich mężczyzn.

No i Masza… czyli Agnieszka Skrzypczak. Ta aktorka, która chwyciła mnie za serce w „Marzeniach Nataszy” tutaj była dla mnie rozczarowaniem. Niby ekspresyjna, niby pasuje mi do Maszy tułaczki sypiającej nie wiadomo z kim i nie wiadomo gdzie, odpowiednia do Maszy-pijaczki, niewdzięcznej córki etc., ale… nie przekonała mnie w tej roli. Nie ukrywam, że długo polemizowałam z mężem na ten temat, bo jemu z kolei podobała się najbardziej ze wszystkich. Potwierdza to, że każdy z nas zupełnie inaczej odbiera historie czy kreacje aktorskie. Na dowód tego można przytoczyć i reakcję publiczności, która niekiedy śmiała się w momentach, moim zdaniem, najmniej odpowiednich. Co do samej postaci, to krótko mówiąc kobieta, która nie dość, że ma męża, to i matkę, która stanie  na głowie żeby jej pomóc, a czuć od niej bijące nieszczęście. Czy to kwestia tego, że matka miała względem niej za duże ambicje? A może to, że za mąż wyszła w wieku osiemnastu lat –nie zdążyła się wyszaleć? A może wszystko na raz… Jak już wspomniałam historia nr 2 nie porwała mnie.
Całość oceniam na poprawnie odegraną sztukę opowiadającą o naszym życiu codziennym. Przepychanki postaci to tak naprawdę odzwierciedlenie naszych życiowych przepychanek, rzuconych w gniewie słów, nieprzemyślanych czynów, czy odzwierciedlenie naszych pragnień i fobii. Do tego niekiedy czarny humor idealnie wplatany w dialogi… Całość ciekawa, warta obejrzenia, choć nie nazwała bym tego tegorocznym objawieniem.

Reklamy

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

INSAJDER PL

[ɪnˈsaɪdəʳ] osoba dobrze poinformowana

1/100 sekundy

Fotografia to kęs życia trwający 1/100 sekundy

Books & Beauty

Blog tworzony z miłości do książek

w ostateczności

Czekając na koniec.

życiapoezja

Wiersze. Wiersze z nocy, z wieczorów, od serca.

34 minuty

Historia Prawdziwa Wiecznej Dziewczynki & Jej emocjonalne głupotki

Introweska

Anomalie życiowe

Z najniższej wieży

Poeta sum et nihil humanum a me alienum puto

stoicki blog

Stoiqowe przemyślenia

Błogoksiąg

O książkach i słowach. Bo to moje życie, praca i pasja.

Obserwatorium podróży

Podróże, tanie wyjazdy, góry. Recenzje książek i filmów oraz relacje ze spotkań podróżniczych.

Góry bliskie sercu

Sudety i ich skarby - atrakcje i szlaki

Różne pasje

każdy znajdzie coś dla siebie

nianioborntobewild.wordpress.com/

Blog parentingowo-lifestylowy

Dermatolog dla Afryki

Anna Chałupczak- Winiarska

Smakowita Podróż

Zasmakuj z nami Italii

Jaśkowe klimaty

blog rodzicielski

Witam Przyjaciół z Fotki.

GRZECZNY DIABEŁEK 2

kayab92's Blog

Just another WordPress.com site

Moja Komnata

Moje Ulubione

tkliwygie

surrealizm i miłość awangardą cudu.

Leya

To See a World in a Grain of Sand...

Magic and Crochet Hook

szydełkowanie, crocheting, crochet, robienie na drutach, knitting, jak to zrobić, how to make, wzory, schematy, patterns, sploty tunezyjskie, tunisian crochet

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Mama na 5 etatach

"Dla naszych dzieciaków miłość oznacza poświęcony im czas. " Ph. Callaway

Anna Maria po polsku

Love Explore Dream Discover

Irydowy Vujek

UWAGA! Blog zawiera krytyczne myślenie oraz śladowe ilości orzechów arachidowych! Czytasz na własną odpowiedzialność!

pracownia grafiki

Jolanty Waniowskiej

made by me

Krystyna Waniczek

REMANENT

super ekstra bez zaburzeń

notatki na mankietach

mysli szybkie, mysli smiale, wszystkie mysli duze i male...

stella2605

Irracjonalne podejście do świata daje racjonalne odpowiedzi. Ludzie, uczucia, szczęście... Świat nie jest czymś oczywistym. Żeby znaleźć w nim sens samemu trzeba zadać kilka pytań po czym iść i szukać odpowiedzi. ~~ me.

Srebrzysta

Po srebrzystej stronie lustra

Maybrick's Photography

Beautiful British Isles.

Miss Attitude

z książką w ręku

Ciemno trochę

trochę myśli nocą pisanych

%d blogerów lubi to: