"anioł zaklęty w skorupie kamienia"

odkrywanie siebie po kawałku…

Archive for the category “Opowiadania”

Ojca masz tylko jednego…

Mieć ojca to wielka rzecz. To on jest twoim pierwszym bohaterem. Myślisz sobie, że nie ma dla niego nic trudnego. Jest mądry, silny, odważny. Zawsze trzymał cię za rękę, a kiedy to było konieczne, pozwalał ci iść samemu.

Mój ojciec pokazał mi gwiazdy. Mówił mi „spójrz w górę i zobacz”. I zobaczyłam, że to jest piękne. Mój ojciec pokazał mi las. Wytłumaczył: „to brzoza, a tamto to świerk”. I zakochałam się w lesie. Mój ojciec pokazał mi prawdziwą muzykę. Mówił mi „posłuchaj, to drozd, skowronek, dzięcioł”. I usłyszałam, że to jest kojące. Mój ojciec pokazał mi łąkę, rzekę, pole. Nauczył mnie sprawdzać kiedy dojrzałe jest zboże, jak z trawy zrobić gwizdek, i łapał dla mnie koniki polne.

Pokazał mi czym jest ciężka praca. I kiedy ja kładłam się spać ze zmęczenia, on na kolanach dziękował Bogu za kolejny dzień. Pokazał mi, że trzeba szanować chleb i pracę innych. Wyjaśnił mi, że nie można odmawiać pomocy nikomu, że na świecie nie jestem sama dla siebie…

Oglądasz ojca dzień po dniu i widzisz, że bohater zamienia się w spracowanego zwykłego człowieka. Dostrzegasz, że trudno mu jest odnaleźć się w rzeczach dla ciebie prostych. Wiesz, że nie może udzielić ci odpowiedzi na każde pytanie, że nie ma tyle sił co kiedyś i, że są rzeczy dla niego niemożliwe… Ale nadal go kochasz.

Spoglądasz na niego po kilku latach i zauważasz zmarszczki, okulary do czytania i zamyśloną minę…

Wiem, że mam mu za co dziękować i wiem, że nigdy nie spłacę długu za to wszystko. Pozostaje mi jedynie zadzwonić do niego w Dzień Ojca i powiedzieć „Wszystkiego najlepszego. Co tam słychać?”

 

foto. Anna Jurek

http://www.youtube.com/watch?v=r2HiuMYJ4CM

 

Moja babcia robi zakwas

Pisząc te słowa siedzę przy starej kaflowej kuchni ogrzewając pokój babci, czekając na nią, aż wróci ze szpitala. I tak siedząc kilka już godzin, paląc narąbane siekierą drewno zaczęłam obserwować miejsce w którym mieszka babcia. To było kiedyś też „moje” miejsce, bo mieszkaliśmy tu z rodzicami dobre kilkanaście lat. Siadałam, tak jak dziś, przy ogniu, piłam ciepłą herbatę i miałam poczucie, że nie jestem sama. Obok w łóżku leżał mój niepełnosprawny dziadek (mój prywatny święty), który żartował, trochę upominał (ale nigdy nie krzyczał), w którego spracowanych starych dłoniach zawsze był różaniec. I niekiedy, gdy siedziałam w pokoju obok, a dziadek o tym nie wiedział, słyszałam jego modlitwę i intencje „za moich wnuków i wnuczki…”. W tym prostym geście, modlitwie i nadziei przykutego do łóżka schorowanego starca miałam opokę. I choć wtedy nie zawsze to doceniałam, jednak zawsze wiedziałam, że jest ktoś, kto na mnie patrzy, kto się za mnie modli chce dla mnie jak najlepiej. Dziadek był zawsze dla mnie przykładem prawdziwej miłości, ufności, cierpliwości i pogodzenia się z własnym losem. Ale nie o Nim chciałam tu pisać (przynajmniej jeszcze nie dziś)…

Siedzę przy rozpalonych żarzących się brewnach i widzę jak przeszłość miesza się z teraźniejszością.

Na fajerce stoi gliniany dzbanek w którym babcia kisi zakwas na barszcz czy żurek. Kiedyś dla mnie-dziecka to była najgorsza rzecz na świecie… znów barszcz biały, czysty czy z kapustą – ledwo to mogłam przełknąć. A teraz kiedy wracam do smaków dzieciństwa z przyjemnością bym zjadła takie rarytasy i jeszcze poprosiła babcię o dokładkę. Zresztą babcia dobrze mnie zna. Kiedy przyjeżdżam na wieś niemal zawsze czeka na mnie barszcz czerwony (na naturalnym zakwasie rzecz jasna ze słodkimi burakami) i „porką”  (czyli ugotowane ziemniaki ubijane w jakiś magiczny sposób z „ciućkami” co po waszemu oznacza skwarki). To jest danie, które kocham i któremu nigdy się nie oprę. Co by tu dużo mówić: babcia jest niezłą kucharką (choć czasem lubi sobie dopieprzyć tak że Bazyliszka by położyło). to co wyjdzie spod jej rąk jakoś  wyjątkowo smakuje. A choć by to zsiadłe mleko ze „skórcokami” (młode ziemniaki w „mundurkach”) mają niepowtarzalny smak. żałuję tylko, że kilka lat temu nie byłam na tyle dorosła by walczyć o odnowienie starego pieca chlebowego. Oj jak ja bym zjadła naszego prawdziwego chleba! Dzięki Bogu uchowała się na wsi kobieta, która piecze chleb na trzonie – i robi to perfekcyjnie. Nic do takiego chleba nie potrzeba. Może włącznie trochę masła od Stryjny (która swoją drogą nazywa się identycznie jak ja:)). Stryjna – to oddzielna historia, którą może kiedyś opowiem. Miłe jest to, że kiedy przyjeżdżam w prezencie dostaję zawszę osełkę prawdziwego masła, która jest dla mnie  synonimem ciężkiej pracy. To piękne, że otaczają mnie wspaniali ludzie w miejscu z którego pochodzę. Poza tym, przecież, gdyby nie oni byłabym zapewne inna. 

Ale o czym to ja miałam pisać?

Tak. Siedzę przy kuchni w której hula ogień i oglądam wszystko co stare, a odkrywam nowe dla siebie rzeczy. Choćby to łóżko (choć czy tak je powinnam nazwać?). Wysłużone, bo mające ze 100 lat z siennikiem z wielkimi oparciami (?) (pamiętam jak mówiło się ta te części „tełki”). To łóżko pamięta zapewne wiele tych dobrych i złych chwil i mnóstwo dobrych i złych snów. Tutaj bardzo mocno wierzy się w sny. słucha się tych co we śnie przychodzą: trzeba bowiem dobrze przemyśleć słowa zmarłych, wspomnieć ich a i może cząstka różańca nie była by złym pomysłem. Największe przeżycia i najciekawsze historie poznaję kiedy babci przyśnią się jej rodzice czy teściowie, albo jacyś dalecy znajomi. Takiego typu historie wypływają również na spotkaniach rodzinnych. Choćby ta o mojej prababci, która była akuszerką. Nie wiem czy jesteście świadomi, ale dawniej nie kształciło się położnych, były po prostu akuszerki, które jak wierzono przez obcowanie z różnymi wyższymi siłami potrafiły przywołać dziecko z „tamtego” na ten świat. Akuszerki szanowano, ale nie zawsze przez podziw czy wdzięczność, ale raczej przez strach, bo jej „uroki” były silniejsze niż zwykłej „baby”. Opowiedziano mi historię której bohaterką była moja prababka. Czy w nią uwierzycie to wasza sprawa – ja w nią wierzę).

Przez wieś jechał chłop z pobliskiej wsi. Jechał oczywiście wozem zaprzęgniętym w konia. Nagle, ni z tego ni z owego, koń padł, jak się okazuje przed chałupą prababki. Chłop uznał to za nieszczęście ale i opatrzność zarazem. Dobrze wiedział, że nikt inny jak moja prababka nie mogłaby mu pomóc w takiej nietypowej sytuacji. Koń miał paraliż, z pyska ciekła mu ślina, a chłop klną na czym świat stoi  na jakąś babę co to niby mu złorzeczyła i zapewne rzuciła urok przechodząc przez miedzę. Prababka oczywiście pomogła. Świadkowie nie bardzo wiedzieli co tak naprawdę się działo… Babka ponoć wzięła jakiś garnuch z wodą, wrzuciła do niego węgielki (rozżarzone zapewne), coś tam pod nosem zaczęła mamrotać i okrążyła konia trzykrotnie mamrocząc coś i spryskując konia woda, kiedy zamykała trzeci okrąg – koń podniósł się na nogi jakby nic się nie stało. Wszyscy (może prócz prababki, tego nie wiem) przeżegnali się, a chłop podrapał się po głowie, szybko podziękował słowami „Bóg zapłać Mikołajowo” i jak tylko szybko mógł tak odjechał.

Możecie nie wierzyć, ale historię słyszałam kilkakrotnie w niemal identycznej wersji. Zresztą podobno prababkę nie trzeba było prosić kilka razy o pomoc. Ona jakby przeczuwała, zawsze była gotowa na wszytko. Kiedy na urwanie głowy pędził chłop koniem i wozem po akuszerkę, po „Mikołajową” po pomoc, ona jak stała tak wskoczyła między deski wozu i jechała na pomoc lub by odebrać kolejne dziecko. Swoją drogą, jak donoszą folkloryści i etnografowie, odbieranie porodów było sztuką magiczną przepełnioną wszelakimi nakazami i zakazami, rytuałami które akuszerka powinna znać dokładnie b najmniejszy błąd mógł kosztować życie dziecka lub rodzącej. Czy zatem moja prababka była „czarownicą”, „wiedźmą”, czy naprawdę mogła rzucać uroki i je „odczyniać”? Ja wierzę, że była wyjątkowa.

Ale co to… Rozpisałam się, a drewno zaczęło dogasać. Babcia powinna być lada chwila, trzeba wstawić wodę na herbatkę….

Post Navigation

INSAJDER PL

[ɪnˈsaɪdəʳ] osoba dobrze poinformowana

1/100 sekundy

Fotografia to kęs życia trwający 1/100 sekundy

Books & Beauty

Blog tworzony z miłości do książek

w ostateczności

Czekając na koniec.

życiapoezja

Wiersze. Wiersze z nocy, z wieczorów, od serca.

34 minuty

Historia Prawdziwa Wiecznej Dziewczynki & Jej emocjonalne głupotki

Introweska

Anomalie życiowe

Z najniższej wieży

Poeta sum et nihil humanum a me alienum puto

stoicki blog

Stoiqowe przemyślenia

Błogoksiąg

O książkach i słowach. Bo to moje życie, praca i pasja.

Obserwatorium podróży

Podróże, tanie wyjazdy, góry. Recenzje książek i filmów oraz relacje ze spotkań podróżniczych.

Góry bliskie sercu

Sudety i ich skarby - atrakcje i szlaki

Różne pasje

każdy znajdzie coś dla siebie

nianioborntobewild.wordpress.com/

Blog parentingowo-lifestylowy

Dermatolog dla Afryki

Anna Chałupczak- Winiarska

Smakowita Podróż

Zasmakuj z nami Italii

Jaśkowe klimaty

blog rodzicielski

Witam Przyjaciół z Fotki.

GRZECZNY DIABEŁEK 2

kayab92's Blog

Just another WordPress.com site

Moja Komnata

Moje Ulubione

tkliwygie

surrealizm i miłość awangardą cudu.

Leya

To See a World in a Grain of Sand...

Magic and Crochet Hook

szydełkowanie, crocheting, crochet, robienie na drutach, knitting, jak to zrobić, how to make, wzory, schematy, patterns, sploty tunezyjskie, tunisian crochet

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Mama na 5 etatach

"Dla naszych dzieciaków miłość oznacza poświęcony im czas. " Ph. Callaway

Anna Maria po polsku

Love Explore Dream Discover

Irydowy Vujek

UWAGA! Blog zawiera krytyczne myślenie oraz śladowe ilości orzechów arachidowych! Czytasz na własną odpowiedzialność!

pracownia grafiki

Jolanty Waniowskiej

made by me

Krystyna Waniczek

REMANENT

super ekstra bez zaburzeń

notatki na mankietach

mysli szybkie, mysli smiale, wszystkie mysli duze i male...

stella2605

Irracjonalne podejście do świata daje racjonalne odpowiedzi. Ludzie, uczucia, szczęście... Świat nie jest czymś oczywistym. Żeby znaleźć w nim sens samemu trzeba zadać kilka pytań po czym iść i szukać odpowiedzi. ~~ me.

Srebrzysta

Po srebrzystej stronie lustra

Maybrick's Photography

Beautiful British Isles.

Miss Attitude

z książką w ręku

Ciemno trochę

trochę myśli nocą pisanych